środa, 2 listopada 2011

żyje się :)

żyję. żeby nie było za wesoło - choruję, ale to już (mam nadzieję) końcówka.
serwetka ciągle na wykończeniu, wiele rzeczy innych pilnych było do zrobienia, na przykład taka szatka na chrzest :) fajnie się robiło, wyszło też super, jestem zadowolona, bo od początku do końca wszystko moja osobista własna ręczna robota. no ok, płótna nie tkałam, mulin nie farbowałam i szyłam maszyną, ale wszystko ja :).

zestaw startowy:



w trakcie szycia:




szatka:




i cały zestaw:



już jest po imprezie, rodzice małego zadowoleni, ja też.

teraz na wykończeniu mam baskstitche na serwetce bożonarodzeniowej i może w końcu po roku zalegnie na świątecznym stole. może :D

czwartek, 14 lipca 2011

lipiec...

zbieram jagody. kolekcjonuję też plamy po jagodach, na butach, na spodniach, na rękach. jedynie z butów nie dają się wywabić :-D

czwartek, 30 czerwca 2011

po krótkiej przerwie (ładna pogoda i rower) wracam z deszczem na blogera.
najbliższe plany robótkowe - wykombinować coś ładnego z lawendą (lawendę mam).
torba na ryby zdała egzamin, jest używana na każdy wypad, w sumie mimo błędów w szyciu i krojeniu (:-D ) spisuje się nadzwyczaj dobrze. pojemna jest. taka fajnie pojemna. następna będzie już inna, poprawiona i uzupełniona o brakujące elementy typu kieszonka na suwak (taaaak, jednak przydałaby się). zdjęcia później.

żeby było miło, zalałam serwetkę świąteczną. pisaki się rozpłynęły. nie, jeszcze jej nie skończyłam. w miedzyczasie padł mi lapek, na lapku wzorek, bez wzorka nie daję rady. leży i czeka.męczę ją powoli bez tego wzorka, ale opornie idzie...
idę poodwiedzać stare bogi, dawno na nie nie zaglądałam...

piątek, 15 kwietnia 2011

Ciężko się zebrać do pisania, z dołem i taką pogodą za oknem.
W robótkach powoli ale widać koniec pewnych rzeczy.
Zaczął się sezon na wycieczki weekendowe i rowerowe i na nowe kwiatki, oby udany.
Przydałby mi się nowy aparat fotograficzny, ale sponsora chętnego nie ma. Nowe aku mam, co z tego, skoro aparat wykańcza je w takim samym czasie, jak stare. Jest tak prądożerny, że jedynym wyjściem na zrobienie więcej niż kilku zdjęć na jednym włączeniu byłoby podłączenie go na stałe do prądu. Co jak wiemy jest niewykonalne, zwłaszcza w plenerze. Ostatnie zdjęcia, które zrobiłam wcięło. Ot, tak. Nie ma ich.
Na nowy aparat sobie pozwolić nie mogę. Chyba trzeba będzie go wygrać :-)

I bardzo uprzejmie (na razie) proszę, żeby ktoś włączył słońce. Jest połowa kwietnia. Najwyższy czas...

środa, 23 lutego 2011

krótko

ocieplenie przyniosło trochę prac nieplanowanych. kupiłam 4 bulwki gloksynii, posadziłam, już kiełkują. kupiłam zalanego cyklamena w kwiaciarni, staram się go odratować, bo śliczny kolor kwiatów miał, ale nie wiem co z tego będzie, albo ma za ciepło, albo coś jest nie tak, bo liście tracą sztywność. kupiłam też coś na grzyba do podlewania storczyka i gloksynii, a po dzisiejszej kontroli doniczek widzę, że przyda się i na inne kwiatki, bo podłoże pleśnieje. ostatni raz kupiłam ziemię ze sklepu (chyba już to kiedyś mówiłam...). koniec z przesadzaniem kwiatków, dopóki nie przywiozę porządnej ziemi z domu.
storczyki jakoś się (nie) mają, kwiatki na cytrynowym zaczynają opadać, podejrzewam, że przemarzł, stojąc kilka nocy na zimnym parapecie przy powracających mrozach. a taki ładny był :-( drugi zdechlak ani w tę ani we wtę. nie zdycha ale też i nie odżywa. podejrzewam w tym swoją winę, może niepotrzebnie ucięłam mu te chore liście, ale z drugiej strony były tak zgryzione i zainfekowane, że bałam się rozniesienia tego dziadostwa na zdrowe liście. tak sobie stoi teraz na stole i czeka na zmiłowanie.
dziubanie ręczne zarzucone nadal, nie mogę jakoś do tego wrócić, może przez nieaktualność wzorku do pory roku :-) albo przez to, że mam ochotę na coś innego a obiecałam niczego nie zaczynać, dopóki nie skończę tego? już wystarczająco dużo mam w szafie upchanych UFOków, mam dorzucić kolejny?
na pocieszenie mam bardzo dobre ciasto :-) i dużo czasu do zastanawiania się.

środa, 9 lutego 2011

zastój blogowy i robótkowy - szpital domowy (tydzień) i goście (weekend). oraz małe przemeblowanie.
kafelki robione są już takie same, więc tylko dołączę zdjęcie gotowej serwetki, jak ją skończę. jeszcze dylemat mam, czy obrzucić szydełkiem, czy pokusić się o frywolitkę dookoła, ale obstawiam raczej szydełko, bo to błyskawicznie mi pójdzie, a frywolitkę będę robić 3 lata :)
do tego jeszcze mam niby zamówienie na serwetę, ale nie chcę jej robić, bo wiem, że osoba, dla której to ma być nie będzie zadowolona. a wiem, bo mi mówiła, co chce i jakie i ja czegoś takiego nie zrobię. poza tym sama umie na szydełku robić i jak to ładnie powiedziała - nie chce jej się, bo to za dużo roboty. to ja też się męczyć nie będę i potem jeszcze denerwować wysłuchując komentarzy, że można było zrobić tak a tak, grubsze, więcej, inaczej. a na ostatnie tłumaczenie - nie mam takich wzorów, jakie by tej osobie się podobały, bo przeglądała osobiście kiedyś i nic nie wybrała. sama nie wymyślę.
żeby było mi jeszcze milej - zdechł mi jeden listek, śmiem twierdzić, że z jednego z najładniejszych kwiatków. nie wiem, czy dostanę drugi, czy nie. i kiedy. i jestem zła.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

trzeci kafelek gotowy

udało mi się zdjęcia zrobić serwetki zanim szlag trafił baterie.



ogólnie


to na górze to moje pudełko do wyszywania :) tamborek mi się nie mieścił w uszytej dawno temu saszetce (specjalnie do celów rękodzielniczych, szybko okazało się, że i tak za mała), trzeba było się przeprowadzić do pudełka.
datownik jak zwykle przestawiony.
w domu szpital, On umierający cały weekend, zabijało go bolące gardło :-) robótki z tego tytułu zarzucone, bo przecież cierpiącego trzeba pocieszyć, utulić, pogłaskać i powspółczuć :)

piątek, 14 stycznia 2011


zamiast serwety kwiatki. posadzone do ziemi 4 stycznia, dziś, po 10 dniach, mają już odnóżki :-)
aparat zdechł przy próbie zrobienia fotki serwecie.... arghhhhhhhhhhh.........

czwartek, 13 stycznia 2011

o zaćmieniu zdjęć kilka oraz etkowanie noworoczne

mam dziwne wrażenie, że pisałam posta już w styczniu i go nie widzę. ale pewna nie jestem :-)

udało mi się złapać w obiektyw nie tylko moje roślinki czy hafty...:-)


faza końcowa


serweta robi się nadal, ale ponieważ dokonaliśmy kolejnego zakupu - pralki, to mam teraz co robić i co prasować. na razie.
pogoda jaka jest, każdy widzi, spod ubywającego śniegu wyłażą psie kupy, śmieci i tony błota. wolę już jak jest biało i w miarę czysto, bo to co mam za oknem lekko mnie przeraża. pogodowy stan zawieszenia, ni to zima, ni wiosna, kalendarz swoje a pogoda swoje.
kwiatki chyba odżywają, jeden zaczął kwitnienie i widzę, że z dnia na dzień nowych pączków przybywa. jak rozkwitniętych przyłapię więcej aparatem, to się podzielę.
intensywnie dość zaczęliśmy ten rok, i zabawowo, i zakupowo, i hendmejdowo, i kucharsko. kucharsko bo zrobiłam pierogi ruskie (pierwszy raz sama :-) i z własnych proporcji) oraz z kaszą i serem. obie wersje bardzo dobre, wpisane na stałe do mojej prywatnej książki kucharskiej. drugie udane danie z mięsa mielonego - zraziki. też wg własnych pomysłów i z własnymi dodatkami - również wpisane. hendmejdowo, bo mam w planach kilka rzeczy do zrobienia, m.in. właśnie nową wersję zeszytu kucharskiego, chcę go zamienić na grubszą wersję i czeka mnie przy tym trochę pracy. trochę dużo :-) ale mam czas. do tego kilka pozycji do uszycia (może w końcu się doczekają) a ile do haftowania i szydełkowania to wolę nie myśleć. serweta się ciągle robi, więc jedna praca przynajmniej jest w toku.
oprócz tego wszystkiego czeka nas mały remont mieszkania, przemeblowanie i kilka kolejnych zakupów, nie wiem kiedy, za co, ale trzeba.
następnym razem zdjęcia trzeciego kafelka :-)