środa, 23 lutego 2011

krótko

ocieplenie przyniosło trochę prac nieplanowanych. kupiłam 4 bulwki gloksynii, posadziłam, już kiełkują. kupiłam zalanego cyklamena w kwiaciarni, staram się go odratować, bo śliczny kolor kwiatów miał, ale nie wiem co z tego będzie, albo ma za ciepło, albo coś jest nie tak, bo liście tracą sztywność. kupiłam też coś na grzyba do podlewania storczyka i gloksynii, a po dzisiejszej kontroli doniczek widzę, że przyda się i na inne kwiatki, bo podłoże pleśnieje. ostatni raz kupiłam ziemię ze sklepu (chyba już to kiedyś mówiłam...). koniec z przesadzaniem kwiatków, dopóki nie przywiozę porządnej ziemi z domu.
storczyki jakoś się (nie) mają, kwiatki na cytrynowym zaczynają opadać, podejrzewam, że przemarzł, stojąc kilka nocy na zimnym parapecie przy powracających mrozach. a taki ładny był :-( drugi zdechlak ani w tę ani we wtę. nie zdycha ale też i nie odżywa. podejrzewam w tym swoją winę, może niepotrzebnie ucięłam mu te chore liście, ale z drugiej strony były tak zgryzione i zainfekowane, że bałam się rozniesienia tego dziadostwa na zdrowe liście. tak sobie stoi teraz na stole i czeka na zmiłowanie.
dziubanie ręczne zarzucone nadal, nie mogę jakoś do tego wrócić, może przez nieaktualność wzorku do pory roku :-) albo przez to, że mam ochotę na coś innego a obiecałam niczego nie zaczynać, dopóki nie skończę tego? już wystarczająco dużo mam w szafie upchanych UFOków, mam dorzucić kolejny?
na pocieszenie mam bardzo dobre ciasto :-) i dużo czasu do zastanawiania się.

środa, 9 lutego 2011

zastój blogowy i robótkowy - szpital domowy (tydzień) i goście (weekend). oraz małe przemeblowanie.
kafelki robione są już takie same, więc tylko dołączę zdjęcie gotowej serwetki, jak ją skończę. jeszcze dylemat mam, czy obrzucić szydełkiem, czy pokusić się o frywolitkę dookoła, ale obstawiam raczej szydełko, bo to błyskawicznie mi pójdzie, a frywolitkę będę robić 3 lata :)
do tego jeszcze mam niby zamówienie na serwetę, ale nie chcę jej robić, bo wiem, że osoba, dla której to ma być nie będzie zadowolona. a wiem, bo mi mówiła, co chce i jakie i ja czegoś takiego nie zrobię. poza tym sama umie na szydełku robić i jak to ładnie powiedziała - nie chce jej się, bo to za dużo roboty. to ja też się męczyć nie będę i potem jeszcze denerwować wysłuchując komentarzy, że można było zrobić tak a tak, grubsze, więcej, inaczej. a na ostatnie tłumaczenie - nie mam takich wzorów, jakie by tej osobie się podobały, bo przeglądała osobiście kiedyś i nic nie wybrała. sama nie wymyślę.
żeby było mi jeszcze milej - zdechł mi jeden listek, śmiem twierdzić, że z jednego z najładniejszych kwiatków. nie wiem, czy dostanę drugi, czy nie. i kiedy. i jestem zła.