żyję. żeby nie było za wesoło - choruję, ale to już (mam nadzieję) końcówka.
serwetka ciągle na wykończeniu, wiele rzeczy innych pilnych było do zrobienia, na przykład taka szatka na chrzest :) fajnie się robiło, wyszło też super, jestem zadowolona, bo od początku do końca wszystko moja osobista własna ręczna robota. no ok, płótna nie tkałam, mulin nie farbowałam i szyłam maszyną, ale wszystko ja :).
zestaw startowy:
w trakcie szycia:
szatka:
i cały zestaw:
już jest po imprezie, rodzice małego zadowoleni, ja też.
teraz na wykończeniu mam baskstitche na serwetce bożonarodzeniowej i może w końcu po roku zalegnie na świątecznym stole. może :D
o wszystkim po trochu ...
haft krzyżykowy, skrętniki, szycie, handmade, szydełkowanie
środa, 2 listopada 2011
czwartek, 14 lipca 2011
lipiec...
zbieram jagody. kolekcjonuję też plamy po jagodach, na butach, na spodniach, na rękach. jedynie z butów nie dają się wywabić :-D
czwartek, 30 czerwca 2011
po krótkiej przerwie (ładna pogoda i rower) wracam z deszczem na blogera.
najbliższe plany robótkowe - wykombinować coś ładnego z lawendą (lawendę mam).
torba na ryby zdała egzamin, jest używana na każdy wypad, w sumie mimo błędów w szyciu i krojeniu (:-D ) spisuje się nadzwyczaj dobrze. pojemna jest. taka fajnie pojemna. następna będzie już inna, poprawiona i uzupełniona o brakujące elementy typu kieszonka na suwak (taaaak, jednak przydałaby się). zdjęcia później.
żeby było miło, zalałam serwetkę świąteczną. pisaki się rozpłynęły. nie, jeszcze jej nie skończyłam. w miedzyczasie padł mi lapek, na lapku wzorek, bez wzorka nie daję rady. leży i czeka.męczę ją powoli bez tego wzorka, ale opornie idzie...
idę poodwiedzać stare bogi, dawno na nie nie zaglądałam...
najbliższe plany robótkowe - wykombinować coś ładnego z lawendą (lawendę mam).
torba na ryby zdała egzamin, jest używana na każdy wypad, w sumie mimo błędów w szyciu i krojeniu (:-D ) spisuje się nadzwyczaj dobrze. pojemna jest. taka fajnie pojemna. następna będzie już inna, poprawiona i uzupełniona o brakujące elementy typu kieszonka na suwak (taaaak, jednak przydałaby się). zdjęcia później.
żeby było miło, zalałam serwetkę świąteczną. pisaki się rozpłynęły. nie, jeszcze jej nie skończyłam. w miedzyczasie padł mi lapek, na lapku wzorek, bez wzorka nie daję rady. leży i czeka.męczę ją powoli bez tego wzorka, ale opornie idzie...
idę poodwiedzać stare bogi, dawno na nie nie zaglądałam...
piątek, 15 kwietnia 2011
Ciężko się zebrać do pisania, z dołem i taką pogodą za oknem.
W robótkach powoli ale widać koniec pewnych rzeczy.
Zaczął się sezon na wycieczki weekendowe i rowerowe i na nowe kwiatki, oby udany.
Przydałby mi się nowy aparat fotograficzny, ale sponsora chętnego nie ma. Nowe aku mam, co z tego, skoro aparat wykańcza je w takim samym czasie, jak stare. Jest tak prądożerny, że jedynym wyjściem na zrobienie więcej niż kilku zdjęć na jednym włączeniu byłoby podłączenie go na stałe do prądu. Co jak wiemy jest niewykonalne, zwłaszcza w plenerze. Ostatnie zdjęcia, które zrobiłam wcięło. Ot, tak. Nie ma ich.
Na nowy aparat sobie pozwolić nie mogę. Chyba trzeba będzie go wygrać :-)
I bardzo uprzejmie (na razie) proszę, żeby ktoś włączył słońce. Jest połowa kwietnia. Najwyższy czas...
W robótkach powoli ale widać koniec pewnych rzeczy.
Zaczął się sezon na wycieczki weekendowe i rowerowe i na nowe kwiatki, oby udany.
Przydałby mi się nowy aparat fotograficzny, ale sponsora chętnego nie ma. Nowe aku mam, co z tego, skoro aparat wykańcza je w takim samym czasie, jak stare. Jest tak prądożerny, że jedynym wyjściem na zrobienie więcej niż kilku zdjęć na jednym włączeniu byłoby podłączenie go na stałe do prądu. Co jak wiemy jest niewykonalne, zwłaszcza w plenerze. Ostatnie zdjęcia, które zrobiłam wcięło. Ot, tak. Nie ma ich.
Na nowy aparat sobie pozwolić nie mogę. Chyba trzeba będzie go wygrać :-)
I bardzo uprzejmie (na razie) proszę, żeby ktoś włączył słońce. Jest połowa kwietnia. Najwyższy czas...
środa, 23 lutego 2011
krótko
ocieplenie przyniosło trochę prac nieplanowanych. kupiłam 4 bulwki gloksynii, posadziłam, już kiełkują. kupiłam zalanego cyklamena w kwiaciarni, staram się go odratować, bo śliczny kolor kwiatów miał, ale nie wiem co z tego będzie, albo ma za ciepło, albo coś jest nie tak, bo liście tracą sztywność. kupiłam też coś na grzyba do podlewania storczyka i gloksynii, a po dzisiejszej kontroli doniczek widzę, że przyda się i na inne kwiatki, bo podłoże pleśnieje. ostatni raz kupiłam ziemię ze sklepu (chyba już to kiedyś mówiłam...). koniec z przesadzaniem kwiatków, dopóki nie przywiozę porządnej ziemi z domu.
storczyki jakoś się (nie) mają, kwiatki na cytrynowym zaczynają opadać, podejrzewam, że przemarzł, stojąc kilka nocy na zimnym parapecie przy powracających mrozach. a taki ładny był :-( drugi zdechlak ani w tę ani we wtę. nie zdycha ale też i nie odżywa. podejrzewam w tym swoją winę, może niepotrzebnie ucięłam mu te chore liście, ale z drugiej strony były tak zgryzione i zainfekowane, że bałam się rozniesienia tego dziadostwa na zdrowe liście. tak sobie stoi teraz na stole i czeka na zmiłowanie.
dziubanie ręczne zarzucone nadal, nie mogę jakoś do tego wrócić, może przez nieaktualność wzorku do pory roku :-) albo przez to, że mam ochotę na coś innego a obiecałam niczego nie zaczynać, dopóki nie skończę tego? już wystarczająco dużo mam w szafie upchanych UFOków, mam dorzucić kolejny?
na pocieszenie mam bardzo dobre ciasto :-) i dużo czasu do zastanawiania się.
storczyki jakoś się (nie) mają, kwiatki na cytrynowym zaczynają opadać, podejrzewam, że przemarzł, stojąc kilka nocy na zimnym parapecie przy powracających mrozach. a taki ładny był :-( drugi zdechlak ani w tę ani we wtę. nie zdycha ale też i nie odżywa. podejrzewam w tym swoją winę, może niepotrzebnie ucięłam mu te chore liście, ale z drugiej strony były tak zgryzione i zainfekowane, że bałam się rozniesienia tego dziadostwa na zdrowe liście. tak sobie stoi teraz na stole i czeka na zmiłowanie.
dziubanie ręczne zarzucone nadal, nie mogę jakoś do tego wrócić, może przez nieaktualność wzorku do pory roku :-) albo przez to, że mam ochotę na coś innego a obiecałam niczego nie zaczynać, dopóki nie skończę tego? już wystarczająco dużo mam w szafie upchanych UFOków, mam dorzucić kolejny?
na pocieszenie mam bardzo dobre ciasto :-) i dużo czasu do zastanawiania się.
środa, 9 lutego 2011
zastój blogowy i robótkowy - szpital domowy (tydzień) i goście (weekend). oraz małe przemeblowanie.
kafelki robione są już takie same, więc tylko dołączę zdjęcie gotowej serwetki, jak ją skończę. jeszcze dylemat mam, czy obrzucić szydełkiem, czy pokusić się o frywolitkę dookoła, ale obstawiam raczej szydełko, bo to błyskawicznie mi pójdzie, a frywolitkę będę robić 3 lata :)
do tego jeszcze mam niby zamówienie na serwetę, ale nie chcę jej robić, bo wiem, że osoba, dla której to ma być nie będzie zadowolona. a wiem, bo mi mówiła, co chce i jakie i ja czegoś takiego nie zrobię. poza tym sama umie na szydełku robić i jak to ładnie powiedziała - nie chce jej się, bo to za dużo roboty. to ja też się męczyć nie będę i potem jeszcze denerwować wysłuchując komentarzy, że można było zrobić tak a tak, grubsze, więcej, inaczej. a na ostatnie tłumaczenie - nie mam takich wzorów, jakie by tej osobie się podobały, bo przeglądała osobiście kiedyś i nic nie wybrała. sama nie wymyślę.
żeby było mi jeszcze milej - zdechł mi jeden listek, śmiem twierdzić, że z jednego z najładniejszych kwiatków. nie wiem, czy dostanę drugi, czy nie. i kiedy. i jestem zła.
kafelki robione są już takie same, więc tylko dołączę zdjęcie gotowej serwetki, jak ją skończę. jeszcze dylemat mam, czy obrzucić szydełkiem, czy pokusić się o frywolitkę dookoła, ale obstawiam raczej szydełko, bo to błyskawicznie mi pójdzie, a frywolitkę będę robić 3 lata :)
do tego jeszcze mam niby zamówienie na serwetę, ale nie chcę jej robić, bo wiem, że osoba, dla której to ma być nie będzie zadowolona. a wiem, bo mi mówiła, co chce i jakie i ja czegoś takiego nie zrobię. poza tym sama umie na szydełku robić i jak to ładnie powiedziała - nie chce jej się, bo to za dużo roboty. to ja też się męczyć nie będę i potem jeszcze denerwować wysłuchując komentarzy, że można było zrobić tak a tak, grubsze, więcej, inaczej. a na ostatnie tłumaczenie - nie mam takich wzorów, jakie by tej osobie się podobały, bo przeglądała osobiście kiedyś i nic nie wybrała. sama nie wymyślę.
żeby było mi jeszcze milej - zdechł mi jeden listek, śmiem twierdzić, że z jednego z najładniejszych kwiatków. nie wiem, czy dostanę drugi, czy nie. i kiedy. i jestem zła.
poniedziałek, 24 stycznia 2011
trzeci kafelek gotowy
udało mi się zdjęcia zrobić serwetki zanim szlag trafił baterie.
ogólnie
to na górze to moje pudełko do wyszywania :) tamborek mi się nie mieścił w uszytej dawno temu saszetce (specjalnie do celów rękodzielniczych, szybko okazało się, że i tak za mała), trzeba było się przeprowadzić do pudełka.
datownik jak zwykle przestawiony.
w domu szpital, On umierający cały weekend, zabijało go bolące gardło :-) robótki z tego tytułu zarzucone, bo przecież cierpiącego trzeba pocieszyć, utulić, pogłaskać i powspółczuć :)
ogólnie
to na górze to moje pudełko do wyszywania :) tamborek mi się nie mieścił w uszytej dawno temu saszetce (specjalnie do celów rękodzielniczych, szybko okazało się, że i tak za mała), trzeba było się przeprowadzić do pudełka.
datownik jak zwykle przestawiony.
w domu szpital, On umierający cały weekend, zabijało go bolące gardło :-) robótki z tego tytułu zarzucone, bo przecież cierpiącego trzeba pocieszyć, utulić, pogłaskać i powspółczuć :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)