ocieplenie przyniosło trochę prac nieplanowanych. kupiłam 4 bulwki gloksynii, posadziłam, już kiełkują. kupiłam zalanego cyklamena w kwiaciarni, staram się go odratować, bo śliczny kolor kwiatów miał, ale nie wiem co z tego będzie, albo ma za ciepło, albo coś jest nie tak, bo liście tracą sztywność. kupiłam też coś na grzyba do podlewania storczyka i gloksynii, a po dzisiejszej kontroli doniczek widzę, że przyda się i na inne kwiatki, bo podłoże pleśnieje. ostatni raz kupiłam ziemię ze sklepu (chyba już to kiedyś mówiłam...). koniec z przesadzaniem kwiatków, dopóki nie przywiozę porządnej ziemi z domu.
storczyki jakoś się (nie) mają, kwiatki na cytrynowym zaczynają opadać, podejrzewam, że przemarzł, stojąc kilka nocy na zimnym parapecie przy powracających mrozach. a taki ładny był :-( drugi zdechlak ani w tę ani we wtę. nie zdycha ale też i nie odżywa. podejrzewam w tym swoją winę, może niepotrzebnie ucięłam mu te chore liście, ale z drugiej strony były tak zgryzione i zainfekowane, że bałam się rozniesienia tego dziadostwa na zdrowe liście. tak sobie stoi teraz na stole i czeka na zmiłowanie.
dziubanie ręczne zarzucone nadal, nie mogę jakoś do tego wrócić, może przez nieaktualność wzorku do pory roku :-) albo przez to, że mam ochotę na coś innego a obiecałam niczego nie zaczynać, dopóki nie skończę tego? już wystarczająco dużo mam w szafie upchanych UFOków, mam dorzucić kolejny?
na pocieszenie mam bardzo dobre ciasto :-) i dużo czasu do zastanawiania się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz