Ciężko się zebrać do pisania, z dołem i taką pogodą za oknem.
W robótkach powoli ale widać koniec pewnych rzeczy.
Zaczął się sezon na wycieczki weekendowe i rowerowe i na nowe kwiatki, oby udany.
Przydałby mi się nowy aparat fotograficzny, ale sponsora chętnego nie ma. Nowe aku mam, co z tego, skoro aparat wykańcza je w takim samym czasie, jak stare. Jest tak prądożerny, że jedynym wyjściem na zrobienie więcej niż kilku zdjęć na jednym włączeniu byłoby podłączenie go na stałe do prądu. Co jak wiemy jest niewykonalne, zwłaszcza w plenerze. Ostatnie zdjęcia, które zrobiłam wcięło. Ot, tak. Nie ma ich.
Na nowy aparat sobie pozwolić nie mogę. Chyba trzeba będzie go wygrać :-)
I bardzo uprzejmie (na razie) proszę, żeby ktoś włączył słońce. Jest połowa kwietnia. Najwyższy czas...